wróć do spisu opowiadań


"Niebieskie chabry i karmazynowe róże" autorstwa Lilith
"Niebieskie chabry i karmazynowe róże"
Lilith
27 kwietnia 2014


Cichy odgłos porcelany uderzającej o drewniany blat stołu został całkowicie pochłonięty przez ogólny szum i radosny gwar typowego poranka w budynku gildii. Wielu jadło śniadanie, Lucy przeglądała jakieś czasopisma, Levy kartkowała w skupieniu grube na dłoń tomiszcze starej potwornie zniszczonej księgi, Marco i Cana, nie zważając na wczesną porę, ku uciesze tłumu ścigali się wychylając co rusz kolejne kufle piwa. Mistrz Makarov siedział w ciszy popijając herbatę dumając nad czymś. Poranek jak każdy, choć trochę za cichy. Erza, wyraźnie szczęśliwa aż biła aurą radości. Popijając gorące kakao wpatrywała się w coś czystym promiennym wzrokiem.

Lucy podniosła wzrok znad lektury nieufnie przyglądając się dziewczynie. Nie, żeby było z nią coś dzisiaj nie tak, ale... W zamyśleniu wydęła kapryśnie policzki.

- Levy?

- Hmm..? - nie odrywając wzroku od księgi sięgnęła po pióro i zanotowała coś na kartce obok.

- Czy nie wydaje ci się... Że Erza jest dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze?

Levy spojrzała na przyjaciółkę.

- W sumie... Nie żeby zwykle była jakaś ponura czy coś, ale...

Blondynka pokiwała skwapliwie głową.

- No właśnie. Ale!

Między nimi zapadła cisza. Po drugiej stronie wielkiej sali Marco najwyraźniej odpadł z konkurencji, bo Cana, przy wiwacie i oklaskach wielu dłoni śmiała się donośnie stojąc na stole z wyciągniętym przed sobą pustym kuflem. Lucy westchnęła ciężko i opadła na drewniany blat. Puki co było spokojnie, ale dzisiaj mieli wrócić ze wspólnej misji Natsu i Gray, a to nie zapowiadało się na ciche wydarzenie.

Jak na zawołanie w drzwiach pojawiły się nagle sylwetki dwóch magów – nagiego od pasa w górę Gray'a i wyraźnie podjaranego Natsu. Kłócąc się na całe gardło, przepychając co krok w rekordowym tempie przebiegli przez całe pomieszczenie. Zatrzymali się dopiero kilka metrów od Makarova.

I znowu się zacznie.

- Już więcej nie jadę z tym głąbem na żadną misję! - jednocześnie krzyknęli, wskazując na siebie palcami niczym dzieci.

Mistrz gildii w spokoju pogładził sobie wąsy zamykając jedno oko, przyglądając się jednak przybyłej dwójce drugim.

- Jak na mój gust idzie wam razem całkiem nieźle, tylko... - westchnął ciężko. - Zniszczenia są dwukrotnie większe, niż przy waszych samodzielnych misjach. Jak wy to robicie, hmm? Rozumiem, rozwalić dom czy dwa, ale zabytkową katedrę, garnizon wojskowy, posąg generała Roy'a i dwanaście budynków mieszkalnych, to już chyba przesada, nie uważacie?

- To wszystko jego wina! Gdyby nie wszedł mi w drogę... - przerwawszy w tej samej chwili popatrzyli się na siebie z wściekłością.

Makarov tylko westchnął. W tym oto momencie kończyła się jego rola w tym tradycyjnym obrzędzie powrotu z misji.

- Chcesz się bić, co? Przerośnięta jaszczurko?

- Dajesz, golasie, pokaż na co cię stać!

Lucy popatrzyła na nich, lecz ujrzawszy nagie pośladki Gray'a szybko straciła zainteresowanie całą sceną. I tak Erza zaraz się tym zajmie.

W jednej chwili, jak to mieli w zwyczaju, rzucili się na siebie z pięściami rozbijając wszystko i wszystkich w okół. Drużyna walczących powiększała się z sekundy na sekundę robiąc coraz to większe spustoszenie wśród mebli i zastawy stołowej. Erza dopiła w ciszy kakao i odstawiła kubek na drewniany blat. Wszyscy zamarli w bezruchu z napięciem wpatrując się w jej postać. Dziewczyna wstała, podziękowała Mirze za kakao i... Jak gdyby nigdy nic tryskając radością przeszła między towarzyszami i wyszła z budynku niemal podskakując z nogi na nogę krzycząc tylko „to pa!” na pożegnanie.

Napięcie sprzed chwili przerodziło się w ogólne przerażenie. Lucy wpatrywała się z uchylonymi ustami w malejącą sylwetkę dziewczyny, Levy najwyraźniej straciła zainteresowanie książką, a Natsu i Gray nadal stali jak zamrożeni z wymierzonymi do siebie pięściami z niedowierzaniem przyglądając się pustym drzwiom.

- Będzie burza. - zawyrokowała Mira. - Albo przynajmniej koniec świata.

Erza siedziała na ławce radośnie przyglądając się kwiatom szkarłatnej róży. Już od dawna nie miała tak dobrego humoru. Nawet poranna akcja nie była w stanie tego zmienić. Bo dzisiaj... Bo dzisiaj!! Rozejrzała się wokół wypatrując znajomej sylwetki, znajomego koloru włosów, znajomego tatuażu w okół oka. Nie mogła się doczekać. Od dłuższego czasu szukała jakiegoś tropu co do miejsca pobytu, lub choćby sposobu skontaktowania się z nim. I w końcu się udało. Uśmiechnęła się sama do siebie przymykając powieki.

- Dawno się nie widzieliśmy.

Prawie podskoczyła zaskoczona. Pojawił się jakby znikąd. Siedział obok niej, kryjąc twarz pod wielkim kapeluszem zasłaniającym jego włosy i prawe oko i uśmiechał się nieśmiało. Erza poczuła, że pieką ją policzki, więc odruchowo odwróciła wzrok.

- Noo... To będzie tak jakoś tak od Magicznych Igrzysk chyba... - nie mogła zapanować nad rozszalałym sercem i galopującymi we wszystkie strony myślami. Czuła się taka szczęśliwa.

Jellal uśmiechnął się pewniej, jednak zaraz spoważniał.

- Chciałaś ze mną porozmawiać. Mówiłaś, że to pilne. O co chodzi?

Erza popatrzyła w ziemię między swoimi stopami starając się zebrać myśli.

- Ja chciałam... Nowiesz, bo... Noo... Otworzyli nową kawiarenkę niedaleko i ponoć serwują tam świetnie ciastka truskawkowe i tak pomyślałam czy byśnie chciał dzisiaj podejść tam ze mną i ich spróbować!

Powiedziała to na jednym oddechu. Nie miała Jellelowi nic ważnego do przekazania, po prostu chciała się z nim znowu spotkać. Przez chwilę w okół nich panowała cisza. Mężczyzna uśmiechnął się ponownie, tym razem ciepło i serdecznie.

- A czemu by nie. Myślę, że czasem mogę sobie pozwolić na chwilę relaksu.

Busted! Erza odwróciła się do niego z oczami błyszczącymi radością. Siedzieli tak chwilę wpatrując się w siebie z uśmiechem. Dziewczyna poczuła, jak ogarnia ją ciepły spokój. Wreszcie mogła się z nim spotkać. Na spokojnie, z dala od szalonego pędzącego na oślep świata, tylko we dwoje.

- A może byście się pocałowali?

Oboje zaskoczeni popatrzyli na stojącą przed nimi dziewczynkę w pelerynce. Wpatrywała się w nich szeroko otwartymi czarnymi oczami bawiąc się w dłoniach sznurkiem. Obydwoje zarumienili się lekko zmieszani.

- Co...

- Przepraszam, bardzo przepraszam państwa! - krótkowłosa blondynka podbiegła do dziecka i chwyciła je wpół. - Przepraszam. Ach te dzieci! Wystarczy je na chwile spuścić z oczu... Już uciekam. I naprawdę, bardzo przepraszam.

- Ach, nic się nie stało... - ale kobieta już biegła w kierunku, z którego przyszła, trzymając dziewczynkę na rękach. Erza uśmiechnęła się aby przegnać zmieszanie. - Dzieci...

Jellal przytaknął w ciszy i zebrał się, ponownie odzyskując opanowanie. Wstał o popatrzył na towarzyszkę.

- To gdzie jest ta kawiarnia?

Siedzieli przy okrągłym stoliku przed urokliwą kamieniczką otoczoną grządkami niebieskich chabrów w ciszy jedząc swoje ciastka truskawkowe. Nie wiedzieć czemu Jellal poczuł, że wypadało by wziąć akurat je, mimo że bardziej go kusiło ciasto czekoladowe. Mimo to nie żałował decyzji. Rzeczywiście było bardzo dobre. Wkładając do ust wyjątkowo duży kawałek owocu spojrzał na Erzę spod kapelusza. Wydawała się być w siódmym niebie. Atakowała zawzięcie swoją porcję delektując się każdym kęsem. Mężczyzna uśmiechnął się. Widząc ją w takim stanie cieszył się, że żyje.

Że przyszedł się z nią spotkać.

Odwrócił od niej wzrok karcąc się w duchu. Przecież miał się powstrzymywać! Tyle przez niego wycierpiała! Tyle sprawił jej bólu... Nie miał prawa się tym wszystkim cieszyć. Nie powinien tu nawet przychodzić...

Erza nagle spojrzała na niego napotykając jego wzrok. Nie odwrócił się. A może by tak jednak...

Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie po czym wróciła do ciastka z większym entuzjazmem niż wcześniej. Jellal poszedł w jej ślady. Podjął decyzję.

Po chwili obydwoje siedzieli oparci o krzesła w błogim stanie uwielbienia i radości. Od kiedy złożyli zamówienie nie wypowiedzieli ani słowa, lecz nikt nie czuł potrzeby odezwania się. Cieszyli się chwilą chłonąc ją i zapisując w pamięci jak najwyraźniej.

- No to kiedy się pocałujecie?

Drgnęli zaskoczeni. Nawet nie zauważyli, kiedy podeszła do ich stolika ta sama dziewczynka co zastałą ich na ławce obok krzaku róży. Jellal spojrzał w jej wielkie czarne oczy i poczuł jak przeszywa go dreszcz. Za dużo przypadku. Erza wyraźnie jednak nie podzielała jego odczuć. Pochyliła się ku niej i uśmiechnęła ciepło.

- Gdzie jest twoja mama, dziewczynko? Zgubiłaś się?

Potrząśnięcie głową.

- Wiesz, gdzie jest mama?

Kiwnięcie.

- To może już wrócisz? Mama pewnie bardzo się o ciebie martwi.

Cisza i powolne, pełne zadumy kiwnięcie. Szybkie spojrzenie na dwójkę przy stole, obrót i bieg wyglądający na ucieczkę. Jellal rozluźnił się czując, jak wraca mu dobry humor.

- Nie wiedziałem, że tak dobrze radzisz sobie z dziećmi.

Erza popatrzyła na niego z uśmiechem innym, niż ten przeznaczony dla dziewczynki.

- Nie powiedziałabym. Czasem ciężko jest mi się z nimi dogadać.

Mężczyzna przypatrzył się jej. Znał ją już na pamięć. Oczy, włosy, zgrabne ramiona, zmysłowe wcięcie w talii, szerokie biodra, długie nogi... I wciąż nie mógł się nią znudzić. Wyciągnął z kieszeni pieniądze i położył na blacie przy rachunku.

- Teraz moje kolej - dziewczyna popatrzyła na niego pytająco. - Teraz ja cię gdzieś zabiorę. Tylko zamknij oczy złap się mnie. Może trochę trząść.

Szarpnięcie towarzyszące teleportacji niemal zwaliło ją z nóg. Gdyby nie to, że Jellal złapał ją w połowie drogi na ziemię zapewne potłukła by się boleśnie. Wciąż miała zamknięte oczy, ale poczuła, że musieli być daleko od Magnolii. Powietrze tu było chłodniejsze, czystsze i świeższe niż w mieście. Korciło ją, żeby podglądnąć, ale powstrzymała się. Będzie większa niespodzianka. Poczuła, jak Jellal obraca ją delikatnie trzymając za ramiona a delikatny wiatr muska jej twarz.

- Gotowe, teraz otwórz oczy.

Podniosła powieki i aż westchnęła z zachwytu. Przed nią rozciągał się widok na wielkie piękne opuszczone już dawno miasto z białego marmuru otoczone łańcuchem ośnieżonych szczytów górskich. Słońce wysiało dość nisko nad ziemią, ale nie mogła stwierdzić czy to poranek, czy wieczór. Rozanielona wpatrywała się w krajobraz nie mogąc odwrócić od niego wzroku. Jellal stał obok z uśmiechem patrząc na jej twarz. Odwrócił głowę i spojrzał na miasto.

- Znalazłem je podczas tej siedmioletniej wędrówki. To jest poza Fiore, na starym kontynencie głęboko w górach, w które nikt się nie zapuszcza. Dlatego przetrwało. Pozostałości po ludziach sprzed czterystu lat. Stare i piękne. Chciałem, żebyś zobaczyła to miejsce, póki czas nie rozsypał go w proch.

Erza stała jak zaczarowana przypatrując się misternie zdobionym budynkom, skomplikowanym rzeźbom i sadom, które mimo upływu wieków nadal wydawały owoce.

- Piękne...

Jellal uśmiechnął się szerzej i ostrożnie objął ją ramieniem.

- Dziękuję.

Oboje równocześnie odwrócili wzrok i ich oczy spotkały się. Kapelusz kryjący jego twarz gdzieś przepadł, ona odgarnęła włosy z czoła.

Byli szczęśliwi.

Oboje.

Razem.

Jellal przyciągnął ją do siebie i oparł swoje czoło o jej. Erza poczuła ciepło rozlewające się po ciele. I radość. Wiedziała, że coś chciał jej powiedzieć. Że podjął decyzje.

Nie powiedział nic, tylko pocałował ją delikatnie. Nie opierała się. Zaplotła dłonie na jego karku odwzajemniając miłość najlepiej i najmocniej jak tylko potrafiła. On położył jedną dłoń na wysokości talii, drugą wplątał w szkarłatne włosy. Poczuł zapach jej skóry, jej dotyk, jej usta... Nie chciał się już powstrzymywać. Do diabła pokutą. Do diabła z całym światem. Było tylko teraz. Był tylko on i ona.

Razem.

Na miękkim mchu pośród wysokich traw.

Kochali się cały wieczór, całą noc.

Pod krzakiem szkarłatnej róży, wśród niebieskich chabrów.

Kolejny dzień w gildii, jak co dzień, choć spokojniejszy, niż zwykle. Natsu i Happy poszli na ryby, Cana znalazła jakąś misje, Gajeel przyglądał się tablicy ogłoszeń szukając jakiegoś zadania, Gray konsumował lody, Juvia latała w okół niego, a Erza siedziała przy kubku gorącego kakaa szczęśliwsza niż kiedykolwiek. Lucy, Levy i Makarov przyglądali jej się z zaciekawieniem.

- Czy ona... Czy to w ogóle możliwe, żeby była dzisiaj jeszcze pogodniejsza niż wczoraj?

Levy podparła się na łokciu poprawiając niewygodną pozycję.

- Wróciła strasznie późno w nocy. Nie wiem nawet o której. Pytałam dziewczyny, ale żadna nic nie wie.

Makarov wyprostował się lekko.

- Coś się musiało wczoraj zdarzyć.

- Coś miłego.

- Coś pięknego.

Mira odłożyła kufel na miejsce i spojrzała przez okno.

- Chyba idzie burza. Albo koniec świata.

Dodano: 31.12.2014



comments powered by Disqus

↑do góry
↑do góry
Szybki dostęp: kolejność oglądania, pierwsza seria, druga seria, trzecia seria, filmy kinowe, odcinki specjalne, rave master, openingi, endingi.
Podobne anime: Bleach, Black Clover, Boku no Hero Academia, Gintama, HunterxHunter, Naruto, One Piece, Shingeki no Kyojin.
Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony, zgadzasz się na ich udostępnianie. Można je również zablokować w ustawieniach przeglądarki. Więcej w polityce prywatności.
Na stronie nie są przechowywane żadne pliki wideo, strona archiwizuje jedynie ogólnodostępne linki do serwisów wideo, których użytkownicy potwierdzili legalność zamieszczonych materiałów.